Strona główna
Blog
Fiat Topolino, elektryczna „mała mysz”, która nigdy nie rozpędzi się do 100km/h…
21.07.2026
Fiat Topolino, elektryczna „mała mysz”, która nigdy nie rozpędzi się do 100km/h…

Co to właściwie jest?

Topolino, czyli po włosku „mała mysz”, to w zasadzie Fiatowska interpretacja Citroëna Ami — lekkiego pojazdu elektrycznego kategorii L7. L7 czyli coś pomiędzy quadem a samochodem miejskim, który można prowadzić posiadając prawo jazdy kategorii B1 dostępne od 16. roku życia. Wracając, oba modele powstają pod parasolem koncernu Stellantis, ale Fiat dorzucił do wspólnej konstrukcji odrobinę włoskiego wdzięku. Nazwa nie jest przypadkowa. Nawiązuje do jednego z najbardziej charakterystycznych miejskich Fiatów w historii — modelu Topolino 500 z lat 50.

Nowe Topolino jest zamkniętym czterokołowcem, który rozpędza się maksymalnie do 45 km/h i według producenta może przejechać około 74 km na jednym ładowaniu. Ma akumulator o pojemności 5,4 kWh, który można uzupełnić ze zwykłego domowego gniazdka w mniej więcej cztery godziny. Silnik rozwija oszałamiające 8 KM. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h trwa… nigdy. Sprint do maksymalnych 45 km/h zajmuje natomiast około 10 sekund. Idealny pojazd, gdy trzeba pojechać gdzieś niedaleko. I absolutnie nie ma się dokąd spieszyć.

Topolino nadrabia urokiem oraz plastikowymi panelami, których zastosowano tu dokładnie tyle, ile było konieczne. Jest proste, wręcz agresywnie urocze i przydatne jedynie w bardzo konkretnych sytuacjach. Jeżeli jednak akurat do nich pasujesz, to trudno odmówić mu wdzięku. Przynajmniej dopóki tylko na nie patrzysz. Najważniejszą wiadomością nie jest nawet cena. W Polsce Topolino kosztuje od 42 tys. złotych, czyli zdecydowanie za dużo, aby zakup za gotówkę wydawał się rozsądny. Krążą jednak słuchy, że w Europie auto ma być dostępne w leasingu za 39 euro miesięcznie. To mniej niż abonament na siłownie!

Brzmi… Dość specyficznie

Dla przypomnienia: mikromobilność ma być kolejną wielką rzeczą. Topolino i jego bliźniaczy Citroën Ami są czterokołowcami. Oznacza to, że nie oferują osiągów, systemów bezpieczeństwa ani luksusów typowych dla prawdziwych samochodów. Takich jak, na przykład, ogrzewanie i wentylacja. Są więc tańsze, wolniejsze i mniej wszechstronne. Z drugiej strony nadal mogą być przyjemniejsze niż zatłoczony, spocony wagon tramwajowy pełen zarazków. A w mokry wtorkowy poranek — lepsze niż spacer albo jazda rowerem elektrycznym. Niektóre szczegóły konstrukcji budzą jednak pewien niepokój. Kiedy dokładniej przyjrzymy się spawom rurowej ramy, okazuje się, że są mniej precyzyjne niż farba rzucona przypadkiem na ścianę. Ilość obficie nałożonego uszczelniacza bardziej pasowałaby natomiast do publicznej łazienki. Założenie jest najwyraźniej takie, że Topolino nigdy nie pojedzie wystarczająco szybko, aby potrzebować zaawansowanych stref zgniotu. Pojazdy kategorii L7 nie mogą zresztą poruszać się po autostradach, drogach ekspresowych ani trasach szybkiego ruchu. Nie ma też poduszek powietrznych. Nikt jednak nie wspomina, co się stanie, gdy na zwykłej drodze pozamiejskiej wjedzie w ciebie rozpędzona Scania. Topolino jest więc stworzone przede wszystkim do miasta. Plastikowe panele nadwozia wykonano z barwionego w masie tworzywa. Rysy nadal się pojawiają, ale są mniej widoczne. Elementy są też symetryczne, co ułatwia naprawy i obniża ich koszt. Przód jest w zasadzie taki sam jak tył, a tył jak przód. Pomijając oświetlenie, panele można więc zamieniać miejscami. Nawet drzwi są lustrzanymi odbiciami. Zawiasy znajdują się w tych samych punktach, dlatego drzwi kierowcy otwierają się „pod wiatr”, a pasażera w tradycyjny sposób. Sprytne i schludne. Luksusowe? Ani trochę.

Jakie wersje są dostępne?

Technicznie rzecz biorąc — jedna. Do wyboru jest jednak kilka wariantów stylistycznych. Każde Topolino otrzymuje ten sam akumulator, silnik i podstawowe panele nadwozia. Początkowo samochód będzie oferowany w kolorach Verdevita, czyli turkusowej zieleni, oraz Corallo — koralowej czerwieni. Kolejne kolory mają pojawiać się co kwartał. Panele nie są bowiem lakierowane, lecz produkowane od razu w określonym odcieniu. Zmiana koloru wymaga więc wymiany barwników w procesie produkcji. Topolino Sport ma trafiać przede wszystkim do „młodszej publiczności” i czerpać inspirację z Fiata Nuova 500 Sport z 1958 roku. Materiały marketingowe mówią o „niepowtarzalnie dynamicznej prezencji”. W praktyce chodzi głównie o kolory i paski. Dostępna będzie biała wersja z czerwonym pasem, niebieska z białymi paskami, żółta z czarnymi oraz czarna z czerwonymi. Do tego dochodzą czarne oprawy reflektorów, matowoczarne felgi, czarne obudowy lusterek oraz emblematy Sport. We wnętrzu znajdziemy czarne fotele i schowek na górze deski rozdzielczej — nazwany DolceVita Box — pokryty folią imitującą włókno węglowe. Pojawia się także nowy rodzaj pasa bezpieczeństwa. Drugą specjalną wersją jest limitowana do 200 egzemplarzy seria stworzona wspólnie z francuską marką Vilebrequin, kojarzoną z nadmorskim stylem i luksusowymi strojami kąpielowymi. Otrzymuje biało-niebieskie nadwozie, materiałowy dach oraz charakterystyczne żółwie Vilebrequin wyszyte na całym schowku deski rozdzielczej. I to właśnie ta wersja jest naprawdę fajna.

 

A co ze szczegółami?

Zgodnie z podstawowym założeniem projektu nie ma ich zbyt wiele. Można na przykład zamówić ręczny wentylatorek umieszczony w niewielkim uchwycie na desce rozdzielczej. Siedzi tam na tyle luźno, że podczas jazdy sam się obraca i niezmiennie kieruje strumień powietrza na przednią szybę. To szczególnie przydatne w pojeździe, który nie ma żadnej wentylacji poza otwieranymi pośrodku bocznymi szybami. Nie opuszczają się one i nie podnoszą — można je jedynie uchylić. Dostępne są także magnetyczne głośniki „Monster”, które oferują zaskakująco przyzwoite brzmienie. Teoretycznie powinny przyczepiać się do górnych elementów ramy pod dachem. Niestety odpadają, ponieważ wspomniany wcześniej uszczelniacz został nałożony całkowicie przypadkowo. A uszczelniacz, jak się okazuje, nie jest magnetyczny. Schowek na desce rozdzielczej jest wystarczająco użyteczny. Biorąc jednak pod uwagę, że Topolino zapewnia mniej więcej taki poziom bezpieczeństwa jak kosz piknikowy, raczej nie warto zostawiać w nim niczego cennego. Trochę miejsca na drobiazgi znajduje się również przy nieruchomym fotelu pasażera. Przy umiarkowanej temperaturze i spokojnym tempie Topolino może być jednak przewiewnym, zabawnym sposobem na przemieszczanie się po bardzo miejskim otoczeniu.

Jak się tym jeździ?

Ci którzy próbowali mówią zgodnie: naprawdę źle. Zawieszenie praktycznie nie istnieje. A nawet w mieście od czasu do czasu naprawdę by się przydało. Układ kierowniczy jest tak nieprecyzyjny, jakby cierpiał na zaawansowane problemy z pamięcią. Sama przekładnia działa natomiast tak wolno, że początkowo można się tym poważnie zaniepokoić. Prawdopodobnie ma to jednak pewien cel. Wolna reakcja kierownicy utrudnia gwałtowne wrzucenie samochodu w rondo, a następnie położenie go na dachu. Oczywiście pod warunkiem, że nie jedziecie z górki i z silnym wiatrem w plecy. Największy problem polega na tym, że prędkość maksymalna wynosząca 45 km/h jest po prostu zbyt niska. Topolino sprawdza się wyłącznie w całkowicie zakorkowanym ruchu miejskim. Na światłach skutery zostawią was daleko z tyłu. Przez większość czasu będziecie też mieli wrażenie, że wszystkim przeszkadzacie.

Jak zatem ocenić Topolino?

Jest rozpaczliwie wolne, ma zawieszenie jak dziecięca zabawka i sprawia wrażenie, jakby zbudowano je z mchu i paproci. Topolino jest kompaktowe, tanie w użytkowaniu i do granic możliwości urocze. Ma więc swoje miejsce na rynku. Tyle że jest to miejsce przeznaczone dla osób o bardzo konkretnych potrzebach. Samochód jest desperacko wolny, ma zabawkowe zawieszenie i wygląda, jakby jego konstrukcję trzymały razem dobre chęci oraz przypadkowo rozłożona pajęczyna. Trzeba traktować go jak skuter z dachem i odpowiednio się ubierać, ponieważ układu ogrzewania, wentylacji ani klimatyzacji po prostu tu nie ma. Ratunkiem może być tani leasing. Zwłaszcza jeśli nie chcecie wydawać pieniędzy na bilet komunikacji miejskiej. Topolino kosztuje grosze w eksploatacji i jest prawdopodobnie najmniej agresywnym, najmniej macho samochodem na świecie. Za jego pomocą zdecydowanie nie próbujecie niczego sobie ani innym udowadniać. Wręcz przeciwnie — można powiedzieć, że nie kompensujecie wystarczająco dużo. Ostatecznie naturalnym środowiskiem Topolino okazuje się więc obszar wielkości 3 warszawskich dzielnic albo miejskiej sieci transportu szynowego.

Polecamy