Co to właściwie za auto?
Najlepiej sprzedający się samochód w kraju, który kupuje więcej nowych aut niż jakikolwiek inny na świecie. Geely twierdzi, że w 2025 roku sprzedało aż 460 tys. egzemplarzy tego całkiem sympatycznego, pięciodrzwiowego elektryka. Jeżeli chiński rynek jest jakąkolwiek wskazówką, E2 może stać się prawdziwym fenomenem. I początkowo nietrudno zrozumieć dlaczego.
Przepraszam, naprawdę 460.000 sprzedanych sztuk?
Tak. Dla porównania: w Polsce wg danych na czerwiec 2026 roku jeździ łącznie 154 tys. samochodów elektrycznych. Jeden model, sprzedawany w jednym kraju, osiągnął więc wynik 3-krotnie lepszy do całego rynku aut elektrycznych w szóstej co do wielkości motoryzacyjnej gospodarce Unii Europejskiej. Można spojrzeć na to jeszcze inaczej: Geely sprzedało dwa razy więcej egzemplarzy E2 niż wynosi cała roczna sprzedaż nowych samochodów w Portugalii. Oczywiście Chiny są ogromnym krajem, zamieszkiwanym przez około 1,4 miliarda ludzi. W dodatku jest to społeczeństwo silnie zurbanizowane — mniej więcej 69 proc. mieszkańców żyje w miastach. Przestronny, oszczędny i tani w zakupie elektryk idealnie trafia więc w potrzeby tamtejszego rynku.
Czy jest w nim coś, co może się podobać?
Na papierze — bardzo dużo. Po pierwszym spotkaniu z autem nawet jeszcze więcej. E2 wygląda pogodnie, choć w dość anonimowy sposób. Trochę jak sympatyczna postać drugiego planu, której nikt nie zapamięta po zakończeniu filmu. Ceny w Wielkiej Brytanii zaczynają się od niecałych 21 tys. funtów. W porównywalnej wersji Geely kosztuje około 500 funtów mniej niż Renault 5, czyli ulubiony mały samochód elektryczny w UK. Jest też niezwykle przestronne. Nie stoi za tym jednak żadna tajna chińska technologia zaginania czasoprzestrzeni. E2 jest po prostu wysokie i długie jak na auto miejskie. Dlatego obok stylowego Renault 5 i zgrabnego Volkswagena ID. Polo wygląda trochę niezgrabnie. Najlepiej myśleć o nim jak o Hondzie Jazz. To samochód zawieszony gdzieś pomiędzy miejskim hatchbackiem a pełnoprawnym autem rodzinnym.
Dlaczego jest tak duże?
Jeżeli macie gdzie je zaparkować, korzyści są ogromne. Dosłownie. Drzwi otwierają się szeroko i prowadzą do kabiny, w której miejsca nad głową wystarczyłoby nawet koszykarzom. Na ich torby również znajdzie się sporo przestrzeni. Dorosła osoba o wzroście około 185 cm bez problemu usiądzie za równie wysokim kierowcą. Nadal zostanie zapas miejsca na kolana i nad głową. Podłoga jest płaska, a tylnej kanapy nie podzielono mocno zaznaczonymi boczkami. Dzięki temu E2 rzeczywiście może przewozić pięć osób, a nie cztery osoby i jednego nieszczęśnika wciśniętego pośrodku. Bagażnik ma aż 375 litrów, czyli dokładnie tyle co Volkswagen Golf. To naprawdę imponujące, szczególnie że E2 ma napęd na tylne koła. Silnik znajduje się z tyłu, a mimo to przestrzeń bagażowa wydaje się niemal bezdenna. Pod tylnymi siedzeniami umieszczono dodatkowo 28-litrowy schowek. Jak oni to zrobili?
Czy silnik jest mały i przerażająco słaby?
Cóż… tak. Podstawowa wersja ma 80 KM i akumulator o pojemności 37 kWh. Mocniejsza odmiana otrzymuje 114 KM oraz baterię 47 kWh. W zależności od wariantu E2 rozpędza się od 0 do 100 km/h w 14,2 lub 11,5 sekundy. Razem z zawartością aż 36 schowków, których liczbą Geely chętnie się chwali. Prędkość maksymalną ograniczono do około 129 km/h. Jest więc wolno. Bardzo wolno. Pamiętajmy jednak, że to samochód miejski. Elektryki przy niewielkich prędkościach zwykle sprawiają wrażenie żwawszych, niż wynikałoby to z ich mocy. Dopóki nie spędzacie każdego dnia na autostradzie, raczej nie będziecie blokować ciężarówek, traktorów ani jeży próbujących przejść przez ulicę.
Jest tani i praktycznie. Ale czy oszczędnie?
Zdecydowanie. Mocy nie ma tu wiele, ale E2 bardzo delikatnie obchodzi się z niewielkim akumulatorem. W testach najmocniejszej, najlepiej wyposażonej wersji podczas słonecznego dnia średnie zużycie energii wyniosło około 13–13,5 kWh/100 km. Geely deklaruje maksymalny zasięg na poziomie 344 km. W rzeczywistych warunkach spodziewalibyśmy się raczej 290–305 km. Latem podobny wynik może osiągnąć Renault 5, ale potrzebuje do tego większego akumulatora o pojemności 52 kWh. Kolejny punkt dla Geely.
Dużo miejsca przyzwoity zasięg i niska cena – kupujemy!
Tyle że… nie. Nie bierzcie. Naprawdę. E2 ma bowiem wady, które potrafią doprowadzić człowieka do szału. Albo sprawić, że będzie miał ochotę celowo wjechać nim w ścianę. Systemy wspomagające kierowcę działają zbyt nerwowo i często bez większego sensu. Obsługa przez ekran centralny jest przytłaczająca i nieintuicyjna, a reszta kabiny wygląda już trochę staro. Do tego dochodzi całkowicie pozbawione charakteru doświadczenie z jazdy. Gdyby E2 kosztowało o 5 tys. funtów mniej od Renault 5, można byłoby wiele z tych niedociągnięć wybaczyć. Różnica wynosi jednak zaledwie 500 funtów. Warto więc ją dopłacić i kupić samochód, który został lepiej przemyślany.
Jaka zatem ocena?
Chińska ofensywa na nasz rynek samochodowy jest jednym z najbardziej imponujących pokazów siły przemysłowej ostatnich lat. W połowie 2026 roku około 15 proc. nowych samochodów kupowanych przez Polaków pochodzi z Chin. Marki, o których jeszcze kilka lat temu nikt nie słyszał, takie jak Jaecoo czy BYD, dziś trafiają na szczyty rankingów sprzedaży w swoich segmentach. Patrząc na zasoby i doświadczenie Geely, można zakładać, że ta marka również osiągnie sukces. Tyle że nie dzięki E2. Kupujący zasługują na samochód, którego układ jezdny został właściwie dopracowany. Na auto, które nie prowadzi się jak niedokończony zestaw do gier z czasów pierwszego PlayStation. W segmencie małych elektryków Renault, Volkswagen, Kia, Hyundai, Cupra i Honda już potrafią zrobić to lepiej. Albo za chwilę będą potrafiły. Geely zapowiada serię aktualizacji E2. Kiedy się pojawią, chętnie sprawdzimy, czy coś zmieniły.Do tego czasu lepiej kupić samochód, który wygląda na ukończony. Oczywiście pod warunkiem, że lubicie samochody. Jeżeli potrzebujecie po prostu „jakiegoś środka transportu”, E2 może wystarczyć. W końcu setki tysięcy klientów w Chinach najwyraźniej nie mają z tym problemu.



