Co to właściwe za samochód?
Przyzwyczajcie się do tego pytania, bo jeszcze przez jakiś czas będzie padać często. To Omoda 9, czyli SUV segmentu D od kolejnej chińskiej marki, która próbuje urządzić się na polskim rynku. Jej siostrą jest Jaecoo. Omoda należy do koncernu Chery, posiadającego całą garść marek sprzedających podobno miliony samochodów rocznie na całym świecie. Tak, miliony. Sama Omoda powstała dopiero w 2022 roku, więc na razie nie odpowiada za wielką część tego wyniku. Jeszcze. Ambicji globalnych jednak nie brakuje. Właśnie dlatego Omoda 9 otrzymała ustawienia dopasowane specjalnie do rynku polskiego, opracowane przez centrum badawczo-rozwojowe marki w Niemczech. A sama nazwa? Omoda 9 brzmi trochę jak niskobudżetowy film science fiction wydany od razu na DVD. Z drugiej strony liczby są chyba bezpieczniejszym pomysłem niż nazwy w rodzaju Funky Cat czy Palion Pro.
Dla kogo jest Omoda9?
Podobno dla generacji Z. Ma to pewien sens. Ludzie urodzeni w połowie lat 90. często mają już własne rodziny, a ponieważ dorastali w świecie technologii, nie tylko dobrze się z nią czują — oni wręcz jej oczekują.Omoda celuje więc w kierowców, których nie odstraszają ogromne ekrany, sterowanie głosowe czy systemy automatycznego parkowania. Sorry boomer! Tyle że wraz z takim pozycjonowaniem pojawia się pewien problem: cena. Omoda 9 kosztuje 219.900 PLN i chętnie podkreśla, że jest tańsza od porównywalnego Volvo XC60 oraz Range Rovera Velara. I faktycznie jest. Tylko że Volvo, Range Rover, Audi Q5, BMW X3 czy Mercedes GLC sprzedają nie tylko samochody. Sprzedają też reputację i status. Omoda ma… długą gwarancję. To trochę jak wejść do klatki MMA z miotełką do kurzu.
Realistycznie rzecz biorąc, Omoda 9 bardziej pasuje do rywalizacji z Peugeotem 5008, Skodą Kodiaq i Volkswagenem Tayronem. Wszystkie są dostępne jako hybrydy plug-in, podobnie jak Omoda, i kosztują mniej więcej podobne pieniądze. Żaden z nich nie ma jednak tak efektownej liczby do wpisania na pierwszej stronie folderu reklamowego.
Jakiej liczby?
Zasięgu! Omoda 9 ma akumulator o pojemności 34,46 kWh, który według producenta pozwala przejechać aż 150 km wyłącznie na prądzie. To czyni ją jedną z hybryd plug-in o najdłuższym zasięgu elektrycznym na rynku. Możemy więc bezpiecznie założyć, że właśnie od tej informacji sprzedawcy będą zaczynać każdą rozmowę w salonie. Po co puszyć pióra, skoro można pochwalić się bardzo niskimi kosztami codziennej jazdy? Akumulator zasila dwa silniki elektryczne, a spalinową część układu stanowi czterocylindrowa jednostka benzynowa 1.5 o mocy 154 KM. Sama w sobie nie brzmi szczególnie ekscytująco, ale w hybrydzie rzadko pracuje samotnie. Cały układ rozwija 443 KM i 700 Nm. I to już brzmi znacznie lepiej. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje niecałe pięć sekund, więc Omodzie 9 na pewno nie można zarzucić braku osiągów.
Można za to zarzucić jej nudę. Pod względem prowadzenia auto nie angażuje kierowcy niemal wcale. Przy wyższych prędkościach komfort jest przyzwoity, ale im wolniej jedziemy, tym bardziej zawieszenie zaczyna marudzić na nierównościach. Na szczęście to mniej więcej koniec większych problemów z układem napędowym. Przejścia między napędem elektrycznym a spalinowym odbywają się bez większego zamieszania, a sam silnik benzynowy pozostaje całkiem cichy nawet przy mocnym wciśnięciu gazu. Skrzynia ma trzy przełożenia, ale zza kierownicy praktycznie tego nie zauważycie. Omoda twierdzi też, że 9 ma pewne zdolności terenowe. Auto może brodzić w wodzie o głębokości do 600 mm i oferuje osobne tryby Snow, Mud oraz Off-road. Hmm. Defender raczej nie traci przez to snu.
Jak dużo jest tu technologii? Lasery, autonomiczna jazda?
Spokojnie. Wnętrze zdominował zakrzywiony ekran o przekątnej 24,6 cala, bo przecież żyjemy w 2026 roku i tak po prostu musi być. Lista gadżetów jest długa. Mamy kamerę 360 stopni z funkcją „przezroczystego” widoku pod autem, automatyczne parkowanie, sterowanie głosowe, oczyszczanie powietrza, podgrzewane, wentylowane i elektrycznie regulowane fotele z przodu i z tyłu oraz system audio Sony z głośnikami w zagłówkach. Dzięki temu można na przykład prowadzić rozmowę telefoniczną bardziej prywatnie. Kabina nie sprawia może wrażenia prawdziwie luksusowej, ale fotele są wygodne, nic nie trzeszczy i nie sugeruje, że samochód zmontowano na szybko w piątek po południu.
A jak wygląda?
Możecie się nie zgodzić, ale naszym zdaniem całkiem spójnie. Omoda 9 nie jest bardziej ekstrawagancka niż Kia Sorento czy Hyundai Tucson. Jednocześnie trudno pomylić ją z europejskim SUV-em i dla części klientów właśnie to może być problemem. Albo zaleta.
JAKI JEST WERDYKT?
Na razie Omoda oznacza mniej więcej: nie zależy mi na prowadzeniu, ale lista wyposażenia jest ogromna. Omoda 9 to bardzo poprawny samochód. Nie ekscytuje, ale też nie jest katastrofą. A po pierwszych modelach marki już samo to można uznać za postęp. Układ napędowy działa sprawnie, komfort jest akceptowalny i nic w tym aucie nie powinno doprowadzić was do szału. Poza ekranem. Z nim będziecie spędzać zdecydowanie za dużo czasu. Ale Omoda nie jest tu żadnym wyjątkiem. Większym problemem pozostaje jednak nie to, co 9 potrafi, ale co właściwie reprezentuje marka. Na razie przekaz brzmi mniej więcej tak: „nie obchodzi mnie szczególnie jazda, ale za to dostałem gigantyczną listę wyposażenia”. To raczej nie sprawi, że europejskie marki premium, z którymi Omoda chce rywalizować, obudzą się w środku nocy zlane zimnym potem. Zwłaszcza, że za podobne pieniądze można kupić samochody od producentów znanych od lat, które oferują równie dużo, a przy okazji mają już zbudowaną reputację. Dlatego na razie trudno powiedzieć, gdzie dokładnie Omoda 9 ma sobie wywalczyć trwałe miejsce na rynku za to na pewno ma potencjał aby o nie powalczyć.



